Z powodu nowelizacji książki W Paszczy Szaleństwa, wszyscy wygłupiają się i traktują siebie jako wyciągniętych do fikcji filmu. Szczerze mówiąc, cała ta otoczka jest żenująca (i te ciągłe tytuły w recenzjach i opiniach „Czytałeś Suttera Cane'a?”... całe szczęście, że mimo wszystko w skali rynku fantastyki, czy nawet tylko horroru jest marginalne). Sama powieść, mimo pozytywnych opinii, zbiera sporo uwag dotyczących licznych błędów i przeciętnego stylu. Co by nie mówić, nie brzmi to jak dzieło człowieka, który rzekomo sprzedaje się lepiej niż Stephen King i pisze tak dobrze, że nawet John Trent był pod wrażeniem. Muszę uwierzyć na słowo. Wątpię bym kiedykolwiek sięgnął po tę książkę.
Ale wiecie co? Pobawię się i poszukam w fikcyjnych książkach, fikcyjnego autora horrorów, Suttera Cane'a powiązań z literackich z innymi, już prawdziwymi autorami horrorów.
Na początek przyjrzyjmy się tytułom książek Cane’a bo to najłatwiejsze pole do identyfikacji inspiracji. Od razu widać, że aż pięć z siedmiu pozycji to bezpośrednie przekształcenia tytułów Lovecrafta:
- The Whisperer of the Dark → The Whisperer in Darkness
- Haunted Out of Time → The Shadow Out of Time
- The Thing in the Basement → The Thing on the Doorstep
- The Hobb’s End Horror → The Dunwich Horror
- In the Mouth of Madness → At the Mountains of Madness
Pozostałe dwa: The Feeding i The Breathing Tunnel za to czerpią z lovecraftowskiej maniery budowania tytułów odczasownikowych: The Crawling Chaos, czy The Lurking Fear.
Oczywistym jest również powiązanie nazwiskiem hotelu Pickmanów z ekscentrycznym malarzem z opowiadania Model Pickana. Inspiracje można też dostrzec w dwóch scenach, kiedy czytane są książki Cane'a. Pierwsza, kiedy John i Linda podchodzili do Czarnej Świątyni. Fragment jest bardzo podobny do narracji z opowiadania The Rats in the Walls. A w scenie kulminacyjnej spotkania Johna i Sutter'a Styles czyta maszynopis brzmiący jak cytat z The Haunter of the Dark.
Pojawiają się dyskusje, na kogo stylizowany jest Sutter Cane. Czy to „Lovecraft XXI wieku”? A może, jak wielu fanów z automatu strzela: „Stephen King”? Inicjały podobne, horrory, obaj kojarzeni z północno wschodnim regionem USA. Myślę, że to bardziej skomplikowane, gdyż uważam, że Cane to hybryda... trzech pisarzy. Fabularnie to oczywiście H. P. Lovecraft, jednak od strony marketingowej, to już Stephen King. I tu zgoda, przypuszczenia fanów są trafne. Dodałbym jednak tutaj jeszcze jeden element, a mianowicie metafizykę. I od tej strony Sutter Cane, to Robert W. Chambers (z lekko wyczuwalną nutką Ambrose’a Bierce’a). Uważam, że powiązania u założeń fabuły filmu oraz Króla w Żółci są niemal identyczne.The King in Yellow opiera się na idei, że fikcyjny tekst może (niczym wirus) zainfekować czytelnika. U Chambersa, podobnie jak w filmie, ludzie mający kontakt z tekstem tracą zmysły. Cane aktywnie ingeruje w świadomość słabszych na umyśle czytelników. A z czasem zaczyna przebijać się także na czytelników, którzy nie mają żadnych predyspozycji do zaburzeń psychicznych (takich jak Trent, Styles czy agent Cane'a).
Co więcej, nie tylko oni popadają w szaleństwo, a świat opisany przez Cane’a przecieka do rzeczywistości i ją kreuje. Cane zdobywa boskie moce kreacji (i jest tego świadomy). Pisząc może urzeczywistnić fikcyjne miejsce (Hobb's End) i ludzi (Trent), czy ich wymazać (Linda). Chambers również operuje miejscami (Carcosa, zapożyczona od Ambrose'a Bierce'a) będące jednocześnie realne i nierzeczywiste. Ok, Lovecraft także korzysta z tekstów literackich, ale jego książki (Necronomicon, Unaussprechlichen Kulten, Cultes des Goules, Book of Eibon) są stare i „bluźniercze”, nie zmieniają świata, lecz dostarczają niebezpiecznej wiedzy...
Miasto to zamknięte, izolowane przestrzeń, gdzie koszmar rozwija się powoli, a mieszkańcy biorą w nim udział. U Lovecrafta jest Innsmouth, Arkham i Dunwich. U Cane'a Hobb’s End. U Kinga też jest ten setting. Hobb’s End to kingowski odpowiednik Castle Rock (Derry jest chyba jednak za duże...).
Przemiany biologiczne i degeneracja... Tu dochodzimy do elementu, który zbliża Cane’a do Lovecrafta. Jego teksty są pełne motywów degeneracji, mieszania się ras, stopniowego rozkładu ludzkości oraz powrotu form przedludzkich. Wystarczy otworzyć The Shadow Over Innsmouth, by zobaczyć, jak mieszkańcy przechodzą powolną metamorfozę. U Cane’a ta sama metafora zostaje doprowadzona do skrajności. W The Thing in the Basement istota w piwnicy pragnie Lauren Mitchell jako „gospodarza”, żeby wyhodować własny, pasożytniczy miot. Lovecraft, o ile dobrze pamiętam, takiej sceny nigdy by nie opisał, ale pomysł „nieczłowieczych ciąż”, „narodzin mieszańców” albo „krzyżowania się ludzi z obcymi rasami” jest niemal jego obsesją. Podobnie w The Feeding gdzie przemiana dotyka dzieci. U Lovecrafta mamy degradację biologiczną (Marshowie), a u Cane’a: gwałtowne przejście od dziecięcej niewinności do bestialskiej nienawiści.
W The Breathing Tunnel dostrzegam jeszcze jeden lovecraftowski wątek: istoty żyjące pod ziemią. Lovecraft kochał motyw pradawnych cywilizacji ukrytych w jaskiniach (The Nameless City, The Rats in the Walls).
Warstwa marketingowa należy w całości do Kinga. Cane jest sprzedawany tak, jak King był promowany w latach 80. i 90.: jako „najpopularniejszy na świecie autor horrorów” (z czym do dzisiaj walczy), jako fenomen kultury popularnej i jako marka sama w sobie. Cane też jest autorem-produktem kultury masowej. Na tyle popularny, że czytany nie tylko przez fanów grozy (choć może moja ocena po wyglądzie ludzi stojących w kolejkach jest niesprawiedliwa...). Pod sklepami ustawiają się kolejki, a ludzie dyskutują między sobą o fabule kolejnych dzieł. Jednak King jest dużo bardziej pracowity.
[tutaj urywam notatkę]
