Od Niewinności do „Wielkiej Boobifikacji”, czyli o co chodzi z mangowymi piersiami

Nie pamiętam, bym tłumaczył się z mangi przy okazji nieco przydługiego tekstu o Ghost in the Shell. Anime znałem już wcześniej, choć te blisko 30 lat temu były to po prostu „japońskie bajki” i tyle. Co to jest manga nie wiedziałem. Nie miałem z nią styczności. Najbliższa niej była kolorowanka Dragon Ball, jaką miałem za młodzika. Potem w liceum przyjaciółka, Madziak była (i jest dalej) tego wszystkiego fanką. A przez to, że mieliśmy wiele wspólnych pasji, próbowała zaszczepić mi również tę. Nie udało się, choć nie ukrywam, że mile wspominam wiele tytułów, które mi wówczas podsunęła. Wszystko co było wówczas mangaki Akiry Toriyamy (oczekuję ponownego wydania Dr. Slump!), Clampy – X-Clamp i Tokyo Babylon, Akira... No te wspominam najlepiej. Nie wiem czy to ona, czy wujek internet sprzedali mi również hentaice. 

Potem, już na studiach i w pierwszych latach szukania swojego miejsca w świecie dorosłych, długo w temacie nie siedziałem, a potem, jako nauczyciel musiałem uprzedzać swoich studentów, że manga jest

...tu wchodzę w dygresję... 

skrajnie charakterystyczną i silnie sformalizowaną dziedziną rysunku, głęboko zakorzenioną w kulturze Japonii oraz szerzej Azji Wschodniej. Że jej język wizualny wyrasta z lokalnych tradycji narracyjnych, realizuje specyficzne konwencje współczesnej japońskiej kultury masowej oraz operuje skrótami, symbolami i kodami kulturowym, intuicyjnymi dla odbiorcy wychowanego w tym kręgu. I ja wiem, że maniacy mangi to wiedzą, zwłaszcza ci, którzy pojawili się na akademii. Ale trzeba ich uświadamiać, że w realiach polskiej akademii sztuki manga jest problematyczna jako punkt wyjścia do nauki rysunku. Po pierwsze, opiera się na silnej stylizacji, która maskuje błędy konstrukcyjne i proporcjonalne zamiast je korygować. Po drugie, korzysta z gotowych schematów anatomicznych, mimicznych i kompozycyjnych, które sprzyjają kopiowaniu form. Po trzecie, podporządkowuje rysunek narracji i ekspresji kosztem obserwacji, studium bryły, światła i przestrzeni. W efekcie student szybko osiąga efekt „rozpoznawalnego stylu” (typowego dla mangi, a nie dla znanego mangaki, jakim chcieliby się widzieć), ale bez solidnych podstaw warsztatowych, które są niezbędne w dalszym rozwoju artystycznym. Kiedyś moje marudzenie było odbierane z lekkim oburzeniem, dziś chyba studenci zachowują oburzenie dla siebie. 

...tutaj wychodzę z dygresji. 

W 2025 roku postanowiłem wrócić do mangi. Staram się wynajdywać dobre historie, najlepiej jednotorówki albo skończone, ewentualnie bliskie domknięcia. 

Wpadła mi ręce książka The History of Hentai Manga: An Expressionist Examination of EroManga. autorstwa Kimiego Rito, a wydawca przez FAKKU BOOKS. Od razu powiem – nie jestem znowu aż takim ekspertem od japońskiej kultury, więc wszystko, co napisał Rito w tej książce biorę na wiarę, ufając w jego naukowe rzemiosło. Z drugiej strony, sam autor, wydaje się kompetentny w tej dziedzinie: jest członkiem Japońskiego Towarzystwa Studiów nad Kreskówkami i Komiksami oraz laureatem prestiżowej nagrody Dark Nebula Award za swoje prace nad eromangą i literaturą science-fiction. 

Myślę więc, że o boobifikacji w mandze i anime facet wie, co mówi. Czemu zająłem się cyckami? W sumie jest kilka elementów mangi, na które chciałbym uzyskać odpowiedzi. Na przykład cenzury i twórczego jej obchodzenia (zwłaszcza to mnie interesuje), monstrualnie wielkimi piersiami (cecha nie tylko z pornografii), tym okropnym wywalonym jęzorem (jak mnie to irytuje...) i ośmiornicami. 

A zacząłem czytać książkę od kupra strony, że tak powiem – skaczę po artykułach, a nie czytam jak należy. 

W świecie, jak również w świecie japońskiego komiksu nic nie dzieje się bez przyczyny. Kimi Rito zauważa, że sposób, w jaki w mangach rysowane są piersi nie jest jedynie kwestią estetyki, a stanowi prawdziwy „barometr czasów”. Odzwierciedla on zmieniające się ideały, sny i normy społeczne kolejnych dekad. I w sumie można było się tego domyśleć, ale co innego domyślanie się, a co innego przeanalizowanie i przejrzenie tematu. Zresztą u nas w kulturze okcydentu też możemy sobie pogadać o eksponowaniu włosów łonowych i o tym, jak to opisuje nasze czasy. Podejrzewam, że w paru miejscach z Japończykami dojdziemy do identycznych wniosków.

Wczesne lata 80., są erą zdominowaną przez pedofilskie lolicon (skrót od „lolita complex”) i początki bishōjo comics (bishōjo dosł. „piękna dziewczyna”). Charakteryzowały się podejściem, które Rito nazywa skupieniem na „niewinnej, czystej egzystencji” postaci. Artyści tacy jak Hideo Azuma rysowali piersi jako delikatne „pąki”, będące zaledwie zarysem drugorzędnych cech płciowych, a niektórzy twórcy, jak Aki Uchiyama, niemal całkowicie rezygnowali z ich zaznaczania, by utrzymać wizualną młodość bohaterek. 

Przełom nastąpił w połowie lat 80. wraz z debiutem Tou Moriyamy. Jego prace wprowadziły „nowy erotyzm”, który zerwał z dotychczasowymi ograniczeniami stylu lolicon. To właśnie wtedy narodził się ruch, który autor nazywa „Ruchem Wyzwolenia Wielkich Piersi” (Big Breast Emancipation Movement). Termin kyounyu (wielkie piersi) zaczął przenikać do powszechnego użycia pod koniec dekady, a jego popularność przypieczętował debiut gwiazdy JAV, Kimiko Matsuzaki, w 1989 roku.

źródło: The History of Hentai Manga: An Expressionist Examination of EroManga. Kimi Rito

Co warte odnotowania, ta „inflacja piersi” nie ograniczała się tylko do mangi dla dorosłych. Magazyny typu shonen w latach 80. stały się prawdziwymi skarbnicami fan serwisu. Artyści zaczęli przesuwać granice tego, co dopuszczalne, wprowadzając motywy „szczęśliwego zboczeńca” (lucky pervert, czyżby tutaj chodziło też Dasshu Kappei, czyli naszego kochającego „białe majteczki Anny” Gigiego?) i coraz śmielej rysując nagość w komediach szkolnych. W latach 90. magazyny seinen poszły o krok dalej, tworząc bezpośrednią korelację między rozmiarem biustu bohaterki a popularnością serii – im większe były piersi, tym chętniej czytelnicy sięgali po dany tytuł.

Wielka rewolucja lat 90. to nie tylko rozmiar, ale przede wszystkim tekstura. Dzięki rozwojowi technologii komputerowej, artyści zyskali narzędzia do oddania „miękkości” i „bogactwa” formy. Kluczowym elementem stały się bliki świetlne (highlights). W wywiadzie przytoczonym w książce, artysta Ishikei wyjaśnia, że to właśnie odpowiednie operowanie światłem sprawia, że piersi w mandze „ożywają”. Zamiast kopiować rzeczywistość, twórcy zaczęli kreować własną, „poprawną” wizję biustu, która łączyła anatomię z estetyką anime, tworząc postacie o niemal magicznym przyciąganiu.

Dzisiaj, jak zauważa Kimi Rito, granice między gatunkami niemal całkowicie zniknęły. Ekspresje piersi ewoluowały w stronę „biustu jako cechy osobowości”. Na rynku znajdziemy wszystko: od skrajnie przesadzonych form (bakunyu czy chonyu), przez powrót do małych piersi (hinnyu), aż po obecność tego motywu w mandze typu boy's love, gdzie klatki piersiowe mężczyzn są przedstawiane z podobną uwagą.

W ostatnich miesiącach kupiłem kilka mang z gołymi tyłkami. Nie było ich znowu jakoś dużo, bo lubię jeść, a i moi domownicy też nie chcą chodzić głodni. Staram się racjonalizować zakupy. Mimo tego kilka mi się trafiło. Może napisze parę słów o nich?

Prześlij komentarz

Nowsza Starsza