Jednym z najbardziej męczących mnie problemów dotyczących Parku Jurajskiego jest kwestia liczby pracowników na wyspie. Nawet nie chodzi o ten nieszczęsny moment ucieczki dinozaurów, ale ogólnie czy przypadkiem nie było ich za mało.
Na początku podliczmy tych, których widzimy w filmie. Oczywiście, Hammonda i jego gości nie liczę! Możliwe, że w paru miejscach mogłem kogoś pominąć lub błędnie doliczyć. Starałem się być jak najbardziej dokładny.
Dział IT: Ray Arnold i Dennis Nerdy, a także czterech programistów.
Dział naukowo-badawczy: Henry Wu i dziewięciu innych laborantów.
Dział weterynaryjny oraz rehabilitacji zwierząt: Gerry Harding; jest jeszcze mężczyzna w zielonym stroju, który prawdopodobnie jest jednym z podwładnych Hardinga – wygląda na to, że strój się zgadza.
Ochrona i żywienie drapieżników: Robert Muldoon, czterech strażników pilnujących klatki z raptorami. Warto wspomnieć, że podczas przenoszenia welociraptora na początku filmu uczestniczyło, oprócz Muldoona i tej czwórki, około 25 pracowników ochrony.
Gastronomia i restauracja: dwie osoby, choć nie wiadomo, czy któryś z nich to Alejandro (załóżmy, że tak).
Pracownicy obsługi: dwóch kierowców, dwóch pracowników przy bramie lądowiska, dwoje otwierających drzwi w centrum turystycznym, dwoje otwierających drzwi jeepów, kiedy przyjechali goście, jeden przechadzający się za laboratorium (możliwe, że to którykolwiek z wymienionych wcześniej pracowników obsługi).
Budowlańcy: dwudziestu.
W sumie naliczyłem 79 osób. Myślę, że mogło być ich znacznie więcej. Zwłaszcza że nie widać weterynarzy, opiekunów zwierząt, konserwatorów oraz techników i inżynierów. Nie wiadomo też, ilu pracowników było w porcie.
Wyraźnie brakuje specjalistów ds. etologii i behawioru. To przecież dinozaury – nowe zwierzęta w naszym ekosystemie, a ich zachowania były co najmniej trudne do przewidzenia. Zresztą wspominałem o tym w tekście dotyczącym problemów, z którymi musieli się mierzyć naukowcy Parku Jurajskiego. Park powinien mieć zespół specjalistów, którzy analizowaliby zachowania dinozaurów i przewidywali możliwe zagrożenia. Brak opiekunów zwierząt, którzy na bieżąco ocenialiby ryzyko, oraz działu zajmującego się badaniami zdrowia dinozaurów. Dinozaury to genetyczne bomby, które w każdej chwili mogły eksplodować. Brakuje też kadry edukacyjnej. Rozumiem jednak, że park miał być otwarty dopiero za kilka miesięcy, więc zespół przewodników i edukatorów jeszcze nie musiał być na miejscu.
Załóżmy, że pracowników było dwa razy więcej – około 150, tylko nie widzieliśmy ich w filmowym kadrze. Czy taka liczba byłaby wystarczająca?
Analizując mapę Isla Nublar i znajdującego się na niej Parku Jurajskiego oraz zakładając, że cała wyspa ma powierzchnię szacowaną na ok. 50-100 km² (takie są przybliżone wartości w literaturze), można wnioskować, że część turystyczna zajmuje około 10-30 km² (czyli 1000-3000 hektarów). To powierzchnia porównywalna do średnich ogrodów zoologicznych. Jest to jednak bardzo duży teren! Warszawskie Zoo zajmuje obszar 40 hektarów, jest zaliczane do średnich zoo i zatrudnia około 250 pracowników. Równie duże San Diego Zoo w Kalifornii zatrudnia aż 2500 osób! Tierpark Berlin (160 hektarów) zatrudnia 400 osób, a Zoologischer Garten Berlin (35 hektarów) około 600.
Można próbować porównać Park Jurajski do The Wilds w Ohio, które zajmuje aż 14 600 hektarów i zatrudnia ledwie 150–200 osób. To jednak bardziej rezerwat ochrony przyrody o wielkiej powierzchni niż klasyczne zoo. Mimo to Park Jurajski wymagałby innego podejścia. Przede wszystkim, The Wilds zarządza zwierzętami współczesnymi, w tym dużymi ssakami, jak żubry czy nosorożce, które, mimo swojej dzikości, są stosunkowo dobrze poznane przez naukowców. Wiadomo, jak się zachowują, jakie mają potrzeby i jak je kontrolować w warunkach rezerwatu. The Wilds to ogromne, puste przestrzenie, a Park Jurajski miał znacznie bardziej kontrolowane środowisko. Dinozaury, w szczególności drapieżniki, wymagały stałej kontroli i monitoringu, a także bardziej zaawansowanego systemu bezpieczeństwa.
Aby to wszystko mogło działać, minimalna liczba pracowników na moment tuż przed atakiem Nedry’ego musiałaby wynosić około 550-600 osób. Szacunki te obejmują jedynie dział IT, ochronę i zarządzanie bezpieczeństwem, opiekunów zwierząt, weterynarzy (na wyspie było 15 gatunków i kilkadziesiąt zwierząt), a także maksymalnie zminimalizowany dział obsługi gości (bo jeszcze ich nie było) oraz administrację i zarządzanie.
W najbardziej nieodpowiednim momencie Hammond wysłał niemal wszystkich do domu, pozostając jedynie z dwoma pracownikami działu IT i jednym szefem ochrony.

