Jak każdy zdrowy małolat w swoich czasach byłem maniakiem dinozaurów. Zaczęło się dość wcześnie, kiedy to tata pożyczył od znajomego odtwarzacz kaset video i kilka kaset. Nie pamiętam co wtedy jeszcze oglądałem, ale wiem, że najbardziej wstrząsnął mną i zmienił moje życie film Pradawny ląd. Było to koło roku '89, czy '90. Wtedy pierwszy raz postawiłem krok na drodze, która w sumie nie powinna była się podobać babci - niereligijnego poznania historii ziemi. Swoją drogą to ciekawy temat, kiedy z jednej strony byłem poddawany religijnej obróbce, a z drugiej fascynował mnie temat, który nijak nie pasuje do biblijnego mitu stworzenia. Już jako dzieciak czułem zgrzyt między naukami Kościoła (babcia) i Świadków Jehowy (mama), a moją wiedzą i... w sumie wiarą. Nie bardzo wtedy to rozumiałem, ale ktoś robił mnie w balona. No ale odchodzę od tematu. Zacząłem po filmie zadawać pytania! Tata wiedział, że przerąbał sobie sprawę, i że spokoju nie będzie miał. Dał mi więc książkę do czytania (choć bardziej ją wtedy oglądałem) Zanim pojawił się człowiek. Później, po wizycie w muzeum kupił mi Kronikę Ziemi. Dwa świetne tytuły, które mimo, że nieco się zestarzały (zwłaszcza ten pierwszy), to i dziś mogę spokojnie polecić.
W 1991 roku miałem przyjemność dostać czwarty numer Encyklopedii Odkrycia młodych. Cykl zeszytów opisujących historię świata. Na okładce klimatyczna scena w monochromatycznych barwach, w której t-rex próbuje zjeść triceratopsa. W środku dowiadujemy się czym są dinozaury i dlaczego krokodyle, czy gady morskie nimi nie są. Poznajemy historię odkryć, a nawet jest krótki opis miejskiego mitu z plezjozaurem w Loch Ness. Wszystko dość pobieżnie opowiedziane, ale musze przyznać, że nie widziałem wcześniej i później tak dobrze ilustrowanego pisma! Mamy zdjęcia szkieletów, rysunki, rysunki-skale, okładki, portrety. Kiedy byłem dzieciakiem, najbardziej podobały mi się pyski hadrozaurów. A właśnie, tutaj napisali "hydrozaury". Powiedziałem o tym tacie, że się pomylili i dostałem zjebkę za wytykanie błędów... Ja nie wiem - w dziedzinie dinozaurów, dzieciaki są do jasnej cholery ekspertami!
Na fali dinomanii, która opanowała dzieciarnię, wydawnictwo De Agostini zaczęło wydawać miesięcznik Dinozaury. Przez kilkanaście pierwszych numerów mogliśmy składać szkielet tyranozaura! Po środku mieliśmy bajerek w postaci ohydnych obrazków 3D (poza pierwszym elementem szkieletu, do gazetki dołączone były specjalne okulary). To akurat mnie nie bawiło, gdyż traktowałem wyjątkowo serio to, co było treścią mojego pisemka! Każdy numer miał podobny schemat. Jeden większy artykuł o którymś z fajniejszych dinozaurów i dwie krótsze noty o mniej istotnych gadzinkach. Dziś ta wiedza w sumie mi wyparowała, ale wtedy potrafiłem wymienić i opisać każdego z tych łuskowatych drani...
A, to mi przypomina, że moje zainteresowanie dinozaurami osłabło miej więcej w czasie, kiedy odkryto, że jednak miały pióra. Nie to by mi to przeszkadzało, ale wtedy akurat bardziej liczyły się dla mnie dziewczyny i inne hobby.
Poza opisem trzech dinozaurów, na kolejnych stronach mieliśmy opis świata dinozaurów - opis ich środowiska, szczegóły geologiczne, historia. W połowie miesięcznika mieliśmy też plakat, który miał małą, dość irytującą wadę - nie można było go wyrwać i machnąć na ścianę! W pierwszym numerze zajebistą scenkę, kiedy t-rex napadł biednego ankylozaura. Moja wyobraźnia jednak podpowiada mi, że roślinożerca jednak skopał dupsko krótkorękiemu. Wyraźnie widać, że młot na ogonie wędruje prosto w kolano (albo piszczel) napastnika. Musiało się to skończyć złamaniem! Ale głupie ci "królowie jaszczurów"! Obok stoją sobie awaceratopsy - złapał by jednego i po kłopocie, a tak naraził swoje zdrowie i życie. W dali jest jeszcze grupka dikreozaurów - ale z tymi długoszyjami nie warto też zadzierać. Lepiej zjeść mniejszego. Fajnym rozdziałem też był Znaki Szczególne. Rozdział omawiał różnorodność cech, które sobie nasza ulubiona grupka zwierząt wykształciła, jak różnorodność ramion, czy kształty czaszek. Jezu, po tym właśnie sam chciałem być: paleontologiem (choć w sumie bardziej kręciła mnie paleozoologia). Potem komiks o odkryciach. Test z durnymi pytaniami, które nawet wtedy miały gdzieś moją godność, np. "Co jadł tyranozaur?" I trzy możliwości: a) warzywa, b) trawę, c) mięso. (tutaj efekt muzyczny *zażenowanie*). Albo: "Jak długo istnieje człowiek". To trudniejsze, ale pewnie warto spytać badaczy Pisma Świętego wydających Strażnicę i Przebudźcie się!. Te dwie strony były ciekawe z powodu ciekawostek. Potem leksykon dinozaurów, opis kolejnego numeru i pytania do eksperta.
Wszystkie te miesięczniki zdobyłem w antykwariacie, nie wiem co się stało z tymi egzemplarzami, sprzed lat... Moja kolekcja na razie (może się to zmieni) wygląda następująco - "Odkrycia" nr. 4 z wyrwanym środkiem (malunek pokazujący rekonstrukcję iguanodona) i siedem "Dinozaurów" - od 1 do 8, bez numeru 7.
Z tego okresu pamiętam jeszcze czteroodcinkowy serial naukowy "Dinozaury". Jeśli macie jakieś namiary na niego, posiadacie na kasecie albo chcecie go sobie powspominać (lub coś z tego co tu opisałem) - proszę o kontakt :)
| Jurajski Park - album z naklejkami, wydany przez wydawnictwo Lutra |
Przy okazji jakiegoś zjawiska filmowego, czy sportowego któreś wydawnictwo postanawia wydać album na naklejki. Album zwykle jest stosunkowo tani, jednak uzupełnienie go to już wyzwanie. Kupowało się za drobne pakieciki z kilkoma losowymi naklejkami. Duża ilość powtórek sprzyjała rozwianiu zmysłu kapitalistycznego! Mimo wszystko ten gadżet to przekleństwo rodziców i świetny pustoszyciel ich portfelów. W moim przypadku sprawa dotyczy albumu Jurajski Park.
Album liczy sobie 37 stron. Do uzbierania jakieś 150 naklejek. Część z nich to pojedyncze kadry, ale była budowana z dwóch i czterech nalepek. Poza obrazkami mieliśmy przyjemność przeczytać jedną z kilku literackich wersji filmowej fabuły. Chyba najlepszą. Wyjaśnia kilka spraw, jak choćby przyczyny choroby triceratopsa. Na marginesie; mam wrażenie, że w filmie to było, ale zostało wycięte - ale możliwe, że to jest projekcja mojego mózg. W głowie mam też kilka innych scenek. Jedna z nich na pewno była w filmie (zerwanie przez Ellie liść z drzewa - scena z trailera).
Album uzupełniałem przez kilka lat, kiedy nagle naklejki zniknęły ze sklepów, a koledzy zajęli się innymi kolekcjami, pewnie jakieś mistrzostwa świata, czy albumy z naklejkami ze zwierzątkami - sam nie wiem, lata minęły. W każdym razie w moim albumie było sporo braków i nie było nadziei na ich uzupełnienie. Przed długi czas JP leżał na półce - niekompletny i w coraz gorszym stanie. Z nudów naklejałem w środku zdjęcia z filmu, które czasem znalazłem w prasie (przykład możecie zobaczyć naciskając na zdjęcie obok).
W środku była karta kupon, a w niej napisane, że jeśli zbierze się i przyklei na nim (w odpowiednich miejscach) specjalne znaczki JP, które znajdowały się na pakietach, można było zamówić u nich (wysławszy wypełniony formularz i wycięte znaczki, oraz kopertę zwrotną i znaczki pocztowe) 50 wybranych przeze mnie naklejek. Tata dokładnie przeczytał regulamin, zaczęliśmy kompletować dokumentację, by wydawnictwo mogło nam wszystko ładnie odesłać jak obiecywało. Zdaje się, że mieli na to określony w regulaminie czas. Niestety. To było jedne z największych oszustwo mojego dzieciństwa!
W środku była karta kupon, a w niej napisane, że jeśli zbierze się i przyklei na nim (w odpowiednich miejscach) specjalne znaczki JP, które znajdowały się na pakietach, można było zamówić u nich (wysławszy wypełniony formularz i wycięte znaczki, oraz kopertę zwrotną i znaczki pocztowe) 50 wybranych przeze mnie naklejek. Tata dokładnie przeczytał regulamin, zaczęliśmy kompletować dokumentację, by wydawnictwo mogło nam wszystko ładnie odesłać jak obiecywało. Zdaje się, że mieli na to określony w regulaminie czas. Niestety. To było jedne z największych oszustwo mojego dzieciństwa!
Pewnego dnia przechodząc obok kiosku, zobaczyłem za szybą wyblakłe pudełko do połowy wypełnione zapakowanymi zestawami ze znajomym mi logiem. Nie były one za drogie. Codziennie przychodziłem i kupowałem po jednej paczuszce, czasem zdarzyło się, że i dwa czy trzy (razy dziennie). Sporo dziur zapełniłem, ale jeszcze nie wszystkie. Aż pewnego dnia okazało się, że zostały mi dwa puste miejsca, a w kiosku ostatni pakiet. Takich emocji nie miałem nigdy. Czy będę miał szczęście? Ostatnia szansa w moim życiu uzupełnić ten album. Czy się uda? I wiecie co? Nigdy nie miałem takiego szczęścia w życiu, jak w tamtym momencie! Obie naklejki były w losowym zestawie! No może raz bardziej się cieszyłem, kiedy w końcu udało mi się znaleźć kasetę magnetofonową ze ścieżką muzyczną z JP (a potem pojawiły się mp3...).