Co było czytane? (lipiec-wrzesień 2025)



Po latach przerwy wróciłem do mangi — i muszę przyznać, że to powrót zaskakująco satysfakcjonujący. Nie planowałem tego. Obejrzałem kilka azjatyckich seriali — w tym Alice in Borderland i Squid Game — i przypomniałem sobie, że lubię ten rodzaj historii. Kino azjatyckie ma w sobie coś, czego od dawna brakuje zachodniej narracji: rytm, ciszę między kadrami, opowieść ważniejszą od polit-poprawnego przesłania. Chciałem sobie przypomnieć, czy w mandze znajdę to samo.

Nie szukałam nowości. Nie chcę też angażować się w nieskończone historie (doświadczenie X-Clamp). Choć ok – to postanowienie jest trudne do utrzymania na dłuższą metę. Tak czy inaczej ostatnio sięgnąłem po klasyki i kilka tytułów, które z różnych powodów chciałem poznać. Gundam Wing i Record of Lodoss War — z sentymentu do świata wielkich robotów oraz sympatii do retro D&D. Tysiąc słodkich kłamstw i Cycuszkowe pogaduszki — z ciekawości co też znajdę w mangach erotycznych wydanych po polsku. Do tego Alice in Borderland, Ghost in the Shell, Kapitan Tsubasa, On zimny, ona gorąca, Wrobiona w magię. Przeczytałem, a przyjemność była większa, niż się spodziewałem.

Alice in Borderland (1–7)
Ocena: 6/6 
Uwielbiam historie w stylu Battle Royale (a właśnie, mam na celowniku mangę, tylko nie wiem, czy zdążę by ją zdobyć), a tu dostałem właśnie to: bezwzględną grę o przetrwanie. Ale nie tylko. Dostałem też potężną dawkę wzruszenia. Scena, w której Usagi biegnie po kontenerach, to jedna z najlepszych sekwencji, jakie czytałem w komiksie. Czytałem ją w autobusie, w słuchawkach „Angie” Stonesów. Gdy Usagi wykonała ten diablo długi skok, Mick Jagger śpiewał „All the dreams were held so close / Seemed to all go up in smoke”… i przez chwilę świat naprawdę się zwolnił. W serialu ta sekwencja to praktycznie sama akcja. Tutaj dialog wewnętrzny – plus to, że ten tytuł czytałem z klasykami rocka, całkowicie przebudował mój odbiór tej sceny. Albo ta miłosna scena pomiędzy Usagi a Arisu w gorących źródłach. Aż zastanawiam się nad jakimś dobrym, szczeniackim romansem. 
Czekam na kolejne tomy. 

Ghost in the Shell
Ocena: 5/6 
W końcu przeczytane od deski do deski. Kiedyś mnie wymęczyło, teraz dało satysfakcję. Nadal gubiłem się w akcji, ale humor i konstrukcja świata wciąż mają w sobie ten rodzaj Cyberpunka, który najbardziej lubię. Swoją drogą mam tekst z okazji tej mangi. Później go opublikuję. 

Kapitan Tsubasa (1–3)
Ocena: 4/6 (lub 6/6, jeśli włączyć siłę nostalgii) 
To czysta, nieskażona niczym nostalgia. Jak niemal każdy dzieciak dorastający w latach 90. kochałem bajkę, która powstała na podstawie tego komiksu. Nie bardzo mam ochotę do wracać do anime, ale mieć mangę z tym, to co innego. Chciałbym powiedzieć, że „Tsubasa” — to opowieść o ambicji, przyjaźni i wierze, że ciężką pracą można osiągnąć wszystko. To historia miłości do rzemiosła. Stawiania sobie celów i wyzwań. Dobra historia, którą podrzucę synkom do czytania. Może im się spodoba? Kto wie... Ja czytam ze wzruszeniem i uśmiechem. O dziwo pamiętam te kadry. Sceny są przesadzone, często podkręcone do maksimum, ale właśnie w tej przesadzie tkwi siła — młodzieńczy entuzjazm, którego dziś trochę brakuje. 

Czotto are mina eesu ga tooru 
Suguremono zo to maczinaka sawagu 
Czoo-czoo samba (czoo-czoo samba) 
Dżigu-zagu samba (dżigu-zagu samba) 
Ajcu no uwasa de czamba mo haśiru 
Sore ni cukete mo oretcza nan nano 
Booru hitocu ni kirikiri mai sa 
Daszu daszu daszu 
Kikku endo daszu 
Icuka kimeru ze inadzuma szuuto 
Son toki ore ga suupaa hiiroo sa 
Daszu daszu daszu 
Kikku endo daszu 
Moete sejszun kakenukero

Wrobiona w magię (1–3)
Ocena: 2+/6 
Średniak, niestety. I to naciągany średniak. Pierwszy tom zapowiadał coś ciekawego — opowieść o byłej czarodziejce (w stylu Czarodziejki z Księżyca) z subtelnym, ale wyczuwalnym komentarzem wobec zjawiska erotyzacji dzieci w mandze. Z początku było fajnie. Manga była ironiczna, przewrotna, celnie punktowała problem lolicon. Potem jednak narracja się rozmyła i ja się zgubiłem i co chwila zastanawiałem się, co się dzieje. Manga mogła być głosem o dorastaniu i ciele w kulturze kawaii. Kon Shiyota nie skorzystała z okazji, by taką ją uczynić. Jako ecchi spisuje się też jako tako. 

On zimny, ona gorąca
Ocena: 5/6 
Punkt wyjścia jest już sam w sobie nieprzyzwoity i w tym zabawny. Oto elfka, pełna temperamentu i niezdrowej ciekawości, poszukuje orka, który zaspokoi jej dość jednoznaczne fantazje erotyczne. Trafia jednak na orka-pacyfistę, w dodatku ostatniego orka w okolicy..., który nie chce nikogo skrzywdzić i ślubował czystość. Wpadli na siebie i... Kreska jest prosta, klarowna, idealnie dopasowana do absurdalnego tonu całości. Dialogi są zabawne, a ich tłumaczenie naprawdę znakomite. Nie tylko zachowano sens oryginału, ale udało się oddać rytm i dowcip tak, że brzmi naturalnie po polsku. Szkoda, że ta manga jest tak krótka. W kilku rozdziałach udało się stworzyć świat, który aż prosi się o rozwinięcie — o dalsze przygody tej niecodziennej pary, o więcej zderzeń temperamentów, więcej żartów i erotyki. Gdy przewróciłem ostatnią stronę, zostało we mnie to nieprzyjemne uczucie niedosytu.

Record of Lodoss War (1)
Ocena: 5/6 
Oglądałem kiedyś kilka przypadkowych odcinków. Spodobało mi się. Chciałem przeczytać coś duchu dawnych sesji RPG. Oczywiście to nie jest jakaś wielka literatura, ale czyta się z przyjemnością. Record of Lodoss War to klasyczne fantasy w czystej postaci — rycerze, magowie, elfy, zaklęcia i zdrady. Wszystko, co przez lata urosło do rangi klisz i śmieszności jest tutaj. I nie ma co traktować tego jako wadę. Świat jest schematyczny, ale żywy.

Tysiąc słodkich kłamstw
Ocena: 4/6 
Romans z ekhm odrobiną pikanterii... Akane Kinuta próbuje uniknąć służbowego przeniesienia, więc w desperacji wymyśla, że wychodzi za mąż. Gdy kłamstwo zaczyna się komplikować, z pomocą przychodzi jej Kuroki — elegancki, chłodny i niebezpiecznie pociągający współpracownik. Udawane małżeństwo, powoli zamienia się w prawdziwy romans. Jak na jednotomową mangę, opowieść jest zaskakująco rozbudowana. Obok romansu pojawia się kilka wątków pobocznych — biurowa polityka, manipulacje, rodzinne napięcia. Co do tej pikanterii, to jest erotyk, który ociera się o pornografię jedynie ze względu na formę medium. Zaskakująco angażująca.

Cycuszkowe pogaduszki
Ocena: 4/6 
Komedia erotyczna. Homare Mikokuno stworzył historię o mężczyźnie, który potrafi słyszeć, co mówią kobiece piersi — i wykorzystuje tę „supermoc” jako fotograf dziewczyn w bikini. Brzmi niedorzecznie, i tak właśnie jest. Fabuła praktycznie nie istnieje, a cały komiks jest serią żartów sytuacyjnych, które obracają się wokół wielkiego i krągłego tematu. Myślałem, że będzie ostrzej, ale więcej tu humoru niż prowokacji. Autor szczerze przyznaje, że po prostu lubi rysować biusty, i widać to w każdym kadrze. Kreska jest lekka, klasycznie mangowa, przyjemna w odbiorze. Jeśli potraktować Cycuszkowe pogaduszki jako komedię z gatunku ecchi, spełnia swoje zadanie.

Co dalej? Na półce czekają już Dungeon Meshi i Kombinezon bojowy Gundam Wing. W pierwszym kusi mnie pomysł gotowania potworów — D&D z patelnią w ręku. W drugim — sentyment do wielkich robotów i dziecięcej fascynacji Generałem Daimosem

Podsumowując... Ostatnie tygodnie okazały się dla mnie najaktywniejszym okresem czytelniczym od lat. Udało się przeczytać dziewięć tytułów, w sumie jakieś 15 tomów. Dwa kolejne tytuły czekają na półce, tak samo jak czwarty tom Kapitana Tsubasy oraz dwa kolejne tomy Record of Lodoss War. Większość serii spełniła oczekiwania, kilka pozytywnie zaskoczyło. Najmocniej w pamięci zostają Alice in Borderland i On zimny, ona gorąca — obie potwierdziły, że dobrze napisana manga potrafi wciągnąć równie mocno jak film czy powieść. Nie brakowało też rozczarowań: Wrobiona w magię nie wykorzystała swojego potencjału. Mimo to bilans wypada zdecydowanie na plus — wróciła chęć czytania, systematyczność i satysfakcja z kontaktu z formą, o której przez lata zapomniałem. Podsumowując, był to powrót udany, zrównoważony i inspirujący. Po latach przerwy manga znów stała się stałym elementem mojej codzienności czytelniczej — i wiele wskazuje na to, że ten stan potrwa jeszcze jakiś czas. Przynajmniej w czasie, kiedy wsiadam w pociąg i autobus, i mam chwilę czasu na czytanie, a nie nadrabianie pracy. 

Prześlij komentarz

Nowsza Starsza